Środa z Andrzejem Fesnakiem – Czemu łatwiej wybieramy odwrotnie niż powinniśmy

27-05-2015 Wyłączono Przez Andrzej Fesnak

Środa z Andrzejem Fesnakiem  Czemu łatwiej wybieramy odwrotnie niż powinniśmy

Kiedy jedziesz do tyłu, to musisz ustawić koła w lewo, żeby pojechać w prawo. I na odwrót, gdy chcesz w lewo to ustawiasz koła w prawo. Tak samo robisz ze swoim życiem finansowym, Ale to oznacza, że idziesz tyłem do przodu. Po co tak?

Czemu łatwiej wybieramy odwrotnie niż powinniśmy?

Oburzony znajomy nie krył zdenerwowania, gdy powiedziałem mu, ze należy 35% zarabianych pieniędzy oszczędzać a także inwestować. Do dyspozycji są Banki, TFI, Towarzystwa Ubezpieczeniowe, które oferują różne produkty oszczędnościowe a także inwestycyjne. Usłyszałem, to tyle mam na nich wydawać? A co mi zostanie dla mnie?

Pytanie to jest bardzo interesujące z perspektywy zarządzania finansami osobistymi. Okazuje się bowiem, że stan naszego umysłu jest bardzo specyficzny. Otóż to, co wydaję teraz to jest dla mnie, ale to co odkładam, inwestuję, oszczędzam to jest DLA NICH! Czyli dla Banku, Towarzystwa Ubezpieczeniowego albo Fundusz Inwestycyjnego.

Rzecz sama w sobie wydawałaby się bez znaczenia, ale jest dobrym przykładem na pewne założenia dotyczące edukacji finansowej.

Założenie nr 1 – tylko wtedy jestem panem pieniędzy gdy mogę je wydawać?

Mówi się o tym, że prezydenta to różni od bandyty, że prezydent może ułaskawić, podczas gdy bandyta najczęściej tylko zabija. Bandyckie prawo nakazuje być twardym, a prawo prezydenta dopuszcza łaskę. Z własnymi pieniędzmi jesteśmy więc w większości jak bandyci. Musimy je unicestwić, podczas gdy tylko prawo łaski zastosowane wobec nich pozwala się nimi cieszyć. Jeśli zachowamy nasze pieniądze przy życiu, to będą dla nas. Gdy tylko je wydamy są natychmiast dla kogoś innego.

Założenie nr 2 – jeśli ktoś przechowuje nasze pieniądze i je pomnaża to one są jego a nie nasze.

Tutaj jest kilka poziomów rozumienia. Oczywiście, gdy zaniosłem gotówkę do banku i wpłaciłem to klamka zapadła. Nie mogę wydać, bo nie mam. Drugi poziom rozumowania jest bardziej złożony, ale najczęściej rozpowszechniony. Otóż zawsze uważamy strumień pieniędzy za stały. Tak więc gdy jest praca, to oczywiste, że właściwie wszystko, co zarabiamy w ciągu miesiąca wydajemy. Pomijam ludzi żyjących poniżej poziomu socjalnego, bo tam wszystko idzie na egzystencję – na żywność, i czynsz. Ale, gdy jest już w kieszeni więcej, to należy tym co jest – tak sobie „porozporządzać”, żeby pod koniec miesiąca znikło. Założenie, że w następnym miesiącu pojawi się gotówka wynika z przesłanki prostej, bo jest praca. Tak jakby praca etatowa mogła dać jakiekolwiek bezpieczeństwo. Wiadomo, że po nocy wita nas poranne słońce. Nikt nie może jednak zagwarantować, że jutrzejszy dzień będzie słoneczny a nie pochmurny, chociaż Ziemia kręci się 4,5 miliarda lat. To tylko 4,5 x 109 x 365. Wynik to 1642,5 x 1012 plus oczywiście około 1,125 x 109 dni przestępnych co cztery lata… Razem jest to 1643,63 x 1012. Tak normalnie po ludzku jest to około 1.643.630.000.000.000 dni. Po tylu dniach doświadczenia kosmicznego nie można w 100% określić czy jutro rano będzie widoczne słońce. Ale twoja praca, nawet 40-letnia, to aż 40 x 365 = 14 600 + 10 dni przestępnych to razem 14 610. Po 20 latach pracy jest to około 7 300 dni. To z pewnością wystarcza, aby wiedzieć, że początek kolejnego miesiąca zaowocuje słoneczną gotówką na koncie…

Ostatnim sposobem rozumowania, jakiego się spodziewam to oczywiście to, wynikające z prawa. Pieniądze w Banku rzeczywiście są Banku a nie moje – patrząc bardziej ogólnie. Jest tak, ponieważ wchodzą w masę upadłościową Banku. Tylko pieniądze w TFI lub TU należą do mnie. Taka jest prawna definicja tych produktów, ale głos ludu jest znany. Fundusze ponoć niepewne, ale banki tak…

Założenie nr 3 – przeceniamy to, co zrobimy z pieniędzmi w przyszłości, nie doceniamy tego, co robimy dziś

Wszyscy, którzy czytają moje teksty wiedzą, że jako humanista z krwi i kości słynę z wyliczanek i cyfr. Zwłaszcza tych finansowych wyliczanek, bo tego ciągle jest za mało. Prawdziwe obycie się z cyframi powoduje wzrost wyobraźni finansowej.

Jeśli w przyszłym roku lub za kilka lat zrobię dobry deal, dobry biznes, złoty strzał – to się odkuję. Jeśli w tym miesiącu nie zaoszczędzę, to w przyszłym zaoszczędzę dwa razy więcej.

Niestety obycie z cyframi jest tu kluczowym elementem zagadnienia. Przyjmijmy, że zarabiam 3000 zł dla lepszego przeliczenia. Jeżeli odkładam „aż” 5% z moich miesięcznych zarobków to algorytm odkładania wygląda następująco:

  • Odkładam 5% z 3000 – 150 zł, bo na więcej mnie nie stać.
  • Nie odłożyłem w tym miesiącu, wiec w następnym odłożę podwójnie. 150 zł, na które mnie stać i 150 zł, na które mnie nie stać. Czyli to co mogę plus 100% tego czego nie mogę.
  • Jeśli nie udało mi się przez 2 miesiące zrobić nic to w 3 miesiącu odkładam 150 zł na które mnie stać + 300 zł czyli 200% tego, na co mnie nie stać.
  • Jeśli przez 4 miesiące nie odkładałem, to muszę odłożyć 150 zł na które mnie stać i 450 zł na które mnie nie stać już w 300%.

Jako twórca Interkulturowego Coachingu Finansowego zawsze przyglądam się logice wyborów.

Generalnie rzecz biorąc 5% oznacza, że dopiero po 20 miesiącach musiałbym odłożyć całą miesięczną pensję. Ale to oznaczałoby, że muszę wykonać 1900% rzeczy niemożliwej, skoro stać mnie tylko na 150 zł czyli 5% miesięcznie. Jako kulturoznawca widzę tu w 100% prosty mechanizm kulturowego wyparcia finansowego. Po co łamać sobie głowę tym, co nieciekawe i pozbawia radości wydawania? Jako Doradca Finansowy widzę tu jednak 1900% absurdu finansowego w takim rozumowaniu. Oczywiście z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że zawsze może się coś zmienić. Spadek, wygrana, odnaleziony rodzinny skarb, lepsza nowa praca. Ale rachunek prawdopodobieństwa ma niestety ścisły związek ze statystyką. A ta jest nieubłagana. Ponad 80% osób, które los skrzywdził nagłym przypływem gotówki rozwiązało problem po swojemu. Odwróciło chichot losu i w kilkanaście miesięcy powróciło do sytuacji wyjściowej. A w większości przypadków nawet do gorszej niż wyjściowa.

Co wynika z Interkulturowego Coachingu Finansowego? Z praw kultury wynika, że nauka jest procesem długim a właściwie ciągłym. A z finansowych wynika, że jeśli nie umiesz zarządzać regularnie kwotą 100-200 zł aby budować majątek, to jak masz zarządzać kwotą kilka tysięcy razy większą? Gdy masz miliony, to łatwiej się wydaje niż 150 zł bo trochę dłużej to trwa. Potrzebne jest i finansowe i emocjonalne przygotowanie, bo kultura to sfera wartości. I jak możesz to przećwiczyć na sucho, bez stresu i w zabawowej atmosferze? Gdzie poza grą EuroCash możesz nauczyć się zarządzać biznesem, nieruchomościami czy papierami wartościowymi?

Czy takie przygotowanie jest ci do czegokolwiek potrzebne? Czy powinieneś wiedzieć, że pleciesz 100% bzdury przesuwając budowanie własnej zamożności na „za miesiąc”. A im dłużej przesuwasz tym bardziej twoje bzdury rosną do 200%, 300% itd. Czy potrzebujesz przygotowania do lepszego zrządzania nieruchomościami, biznesem, akcjami? Czy potrzebujesz wiedzy co lepiej robić ze swoimi pieniędzmi?

0czywiście, że nie. Bo jak zawsze powtarzam – każdy ma prawo tracić własne pieniądze w sposób, który uzna za właściwy i w tempie, które przyjmie za dogodne…

Pozdrawiam serdecznie, Finansowy Doktor EuroCash, af

Tekst oryginalny napisany dla www.eurocash.edu.pl
Oryginał pod linkiem:
http://www.eurocash.edu.pl/sroda-z-andrzejem-fesnakiem-czemu-latwiej-wybieramy-odwrotnie-niz-powinnismy/