Ekonomia z Szamotuł

W trakcie niedawnych protestów w Warszawie pojawiło się nowe hasło. Związki zawodowe protestowały pod sztandarem – „Nie będziemy płacić za wasz kryzys”. W pełni popieram ich zdanie. Kryzys powinien zostać zakazany. Najlepiej surowo i na zawsze.

Biedna stolica jak zwykle stała się widownią ciekawych zdarzeń. Warszawskie bruki przecierpiały płonące opony. Niebo, które przeżyło niejedną pożogę, zasnuło się znowu dymem z petard. Huk, wrzask i hałas niewątpliwie przyczynił się do podniesienia komfortu życia w zatłoczonej stolicy. Zablokowane ulice opóźniły tysiącom matek powrót do dzieci i domu. Tak oto zaczęła się i trwała jedna z ważniejszych dyskusji ekonomicznych w kraju.

Mieszkańcy kilku pomniejszych miast kraju przyjechali bronić swojego. Zasileni grupą intelektualistów z Szamotuł związkowcy wyłożyli swoje racje. Dekalog reguł i prawd ekonomicznych jest nad wyraz prosty:

1. Kryzys jest wasz, nie nasz.
2. Nie będziemy płacić za wasz kryzys.
3. Winni jesteście wy, a nie my.
4. My ciężko robimy od rana, więc nam się należy.
5. Należy nam się zawsze – nawet jak nie robimy, tylko protestujemy.
6. Wyłączamy się deklaratywnie spod kryzysu.
7. Uważamy, że kryzys można przezwyciężyć manifestacjami.
8. Naszym lekarstwem na kryzys są listy żądań.
9. Im więcej manifestacji – tym mniej kryzysu.
10. Warszawiacy powinni cierpieć za naszą krzywdę.

„Godnoźciom osobizdom i manifestacjom”

Jak pamiętamy w prześwietnym kabarecie Dudek, Majster, czyli Jan Kobuszewski, mówił do ucznia Jasia, czyli Wiesława Gołasa: – Jasiu, chamstwu należy siem przeciwstawiać siłom i godnoźciom osobizdom. Tekst ten rozbawił całą Polskę, ale nikomu nie przyszło chyba wówczas do głowy, że może być to program ekonomiczny organizacji.

Na stronie internetowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza mamy rozwiązanie na czas kryzysu. „Związki zawodowe wiedząc, że bessa już jest i będzie skutkować w niedalekiej przyszłości społecznymi niepokojami, powinny zająć się organizowaniem pracowników do protestów oraz opracować listę żądań socjalnych i politycznych”.

Muszę przyznać, że jestem oczarowany głębią i wyrazistością tych rozwiązań do tego stopnia, że przyznaję rację twórcom tych idei. Uważam, że kryzys jest absolutnie chamstwem. Dlatego powinien natychmiast zostać surowo zakazany. I to na zawsze. Przekonały mnie bardzo związkowe rozwiązania ekonomicznego programu wspierane intelektualnie przez silną grupę intelektualistów z szamotulskich służb medycznych. A może należałoby kryzys nawet ukarać?

Widmo krąży nad Europą…

W latach, które słusznie uważamy za przeszłe, pewien cytat zrobił przeogromną karierę. Brodaty filozof Karol, głoszący apoteozę pracy i protest ludu pracującego przeciwko kapitalistom, a równocześnie utrzymywany przez swego przyjaciela kapitalistę Fredka, powiedział i napisał był, że „widmo krąży po Europie – widmo komunizmu”. Myliłby się ten, kto myśli, że po Europie krąży widmo kryzysu. Kryzys jest bowiem światowy – choć jak wskazują fakty, Indianie brazylijscy nie ucierpią, a nawet zyskają na kryzysie. Bo jak spadnie konsumpcja wołowiny w pewnej czerwono-żółtej sieci światowych jadłodajni – to spadnie zapotrzebowanie na hodowlane pastwiska dla sympatycznych czworonogich zwierząt spokrewnionych z żubrem i bizonem – a tym samym wyrąb lasów tropikalnych spowolnieje.

Przestrzeń życiowa Indian nie pomniejszy się. Powinno to cieszyć zarówno obrońców praw zwierząt, wegetarian, jak i antyglobalistów, którzy a priori cieszą się z każdego kryzysu.

Cóż za widmo krąży zatem po Europie?

Niewątpliwie krąży widmo i po Europie, i po Polsce. Widmo insapientia vulgaris. Dla mniej biegłych w mowie Cezarów śpieszę donieść, że ta straszna dla ludzkości choroba to nic innego jak głupota pospolita w całej swej krasie i okazałości. Krąży ona interglobalnie przez granicę państw, miast i wsi. „Ekonomia, lub rozumienie właściwości pieniądza to jedna z podstawowych umiejętności najistotniejszych dla każdego obywatela, który chce być wolnym” – napisała kiedyś organizacja Abelard. Przyglądając się żądaniom związkowym, jakoś nie widzę postulatów w tej materii. Raczej jest tu mowa o zabezpieczaniu konsumpcji niż potrzebie edukacji. Współczesne szkoły nie uczą umiejętności rozwiązywania problemów finansowych ani planowania finansów. Na zajęciach z przedsiębiorczości nie uczą, jak robić biznes, tylko jak pisać podanie o pracę oraz pozwy do sądu pracy.

Ekonomia z Szamotuł czy wolność finansowa?

Pewien inny brodaty komunista, którego mumia dziś jest obiektem kultu u braci Rosjan, napisał w jednym ze swoich dzieł, że „państwo, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel, jest państwem policyjnym”. Jakim państwem jest państwo, w którym konsumpcja i roszczenia są podstawą zachowań społecznych? Jak długo jeszcze płonące opony i petardy, wrzaski, obelgi, rzucanie kamieniami, śpiewanie pobożnych pieśni, blokady dróg i tamowanie ruchu miejskiego będzie istotą dyskusji merytorycznej o problemach ekonomicznych?

Kiedy dotrze do obywateli prawda, że sami są odpowiedzialni za swoje życie finansowe. Nie po to pracują, żeby wydawać, ale po to, żeby zabezpieczyć się właśnie na wypadek kryzysów i innych załamań gospodarczych. Pracodawca zorganizował pracę i dlatego należy się mu szacunek i podziękowanie za okres zatrudnienia, a nie żądania przed sądem pracy, żeby zatrudniał nadal. Czy warszawiacy jeżdżą do Szamotuł wyrzucać śmieci na ulice, demolować jezdnię i blokować ruch? A może powinni, aby prędzej rozgonić kryzys? Czy może nie byłoby lepiej, gdyby specjaliści od ekonomii i kryzysu z Szamotuł wykorzystali energię i zorganizowali sobie kursy dokształcające z zakresu planowania finansowego oraz ekonomii? A może usiedliby razem i zastanowili się nad tym, jak napisać wniosek o dotacje unijne na nowy biznes? Każdy związkowiec wie, co to jest petarda i płonąca opona. Myślę, że jak długo związkowcy nie będą wiedzieć – co to jest komputer finansowy i planowanie finansów osobistych – tak długo nie poprawią swojej sytuacji finansowej nigdy.

Chyba że zatrudnią się w warszawskim ZDM. Wówczas sami będą sprzątać i naprawiać drogi, które wcześniej zbudowali, a potem zniszczyli paleniem opon. Za własne pieniądze oczywiście – bo pochodzące z wpłaconych do kasy miasta podatków. Czyli za darmo. Może to nauczyłoby ich w zakresie ekonomii czegoś więcej?

Pozdrawiam

Andrzej Fesnak EFC

Author: Andrzej Fesnak

Share This Post On